I znowu jutro rano wyjeżdzam.... właśnie się pakuję.... wyjątkowo nie chce mi się jechać. co prawda ostatnio nic mi się nie chce...a wszystko przez tę zimę cholerną.....wracam za dwa tygodnie....może uda mi się pojechac do Wrocławia....
skomentuj (0)
Trochę czasu minęło. Dużo się dzieje i trudno się zdecydować o czym pisać :) W tak zwanym międzyczasie byłam 2 razy za oceanem, 10 dni w Lozannie i przejechałam 7 tys km samochodem . Efektem tych podróży jest Chance domowo zwana Maleńką:) Piękna korsykanka w kolorze tabak tiger jak to wpisali jej do paszportu... tak tak ma prawdziwy paszport i może podróżować po Europie :)
Niektórzy znajomi twierdzą, że trzeba mieć niezazbytnio w łepetynie żeby sobie przywozić kota z Korsyki ale co oni tam wiedzą:)
W nagrodę jestem codziennie budzona przeraźliwym miaukiem o 5 rano bo trzeba natychmiast kotom dać jeść. Jeżeli nie reaguję na miauki to łapie się zębami za włosy i ciągnie w kierunku przeciwnym niż głowa śpiocha. Zwlekam się z łóżka mrucząc pod nosem różne obietnice typu przerobie koty na kiełbasę, oddam do chińskiej restauracji, wyrzucę przez okno itp.... Dwa potwory zupełnie się tym nie przejmują......Tym , że mogłabym jeszcze pospać też nie.... Nakarmiłaś to teraz się pobaw, no nie zasypiaj b będę podgryzać Twoje palce u stóp...i tak dzień w dzień... Pies udaje, że kotów nie widzi :) Ja udawać nie mogę.....
Ha ! czas tu wrócic.....przymierzam sie do tego od jakiegoś czasu ale ciągle odkładałam na nieśmiertelne jutro:) Wczoraj dostałam ochrzan od Nashy więc grzecznie zabieram się do pisania.
Duzo się działo w moim życiu od ostatniego mojego tu pobytu.... Zdążyłam dwa razy polecieć za ocean a teraz jak twierdzi Tomek jestem w trakcie odwiedzin u dzieci....I o dziwo ta wersja mi odpowiada.....Spotkanie z Tomkiem w Kanadzie było miłe, okropne,cudowne i beznadziejne....na szczęście nie pozabijaliśmy się i doszliśmy do porozumienia.....myślę, że to spotkanie umocniło naszą przyjaźń chociaż chwilami było bardzo przykre dla obu stron....jak wyjechał do swojego usa brakowalo mi naszych śniadań w Williams Cofee Pub, szukania sopli, wybierania domu...eh..... Pokochałam zimę kanadyjską - mroźną ale słoneczną i te nieprzytomne ilości śniegu......trochę tego śniegu było jeszcze pod koniec kwietnia.....
Domowo - bardzo korzystne zmiany...... no i jest nowy domownik.... cudny, kochany, nieznośny, wszędobylski kot.... Jakiś sukinsyn wyrzucił dwa jednodniowe kotki do lasu... niestety dziewczynka nie przeżyła...chłopiec rośnie jak na drożdzach....karmienie odbywało się co 2-3 godziny, dudlił z butli jak smok.... przywiozłam mu specjalną kocią kaszkę....bardzo ją lubi...teraz już na szczęście nie trzeba go karmić, wyduszać z niego kupy ani siusiu :). uwielbia wołowinkę....i wspinać się po nogach... wygladam jakbym się przedzierała przez zasieki z drutów kolczastych ....
Niedługo czeka mnie przeprowadzka.....z przerazeniem myślę o pakowaniu....
| Toronto |
| Warszawa |


Księga Gości